Mania wielkości małego człowieka

Kto oglądał dzisiejszy pokaz “siły” w telewizji (znaczy się debatę) na pewno wie o czym chcę napisać. Nie będę zagłębiał się w tematykę dyskusji, bo nie ona jest tutaj najważniejsza. Nietrudno chyba zauważyć kto dzisiaj grał pierwsze skrzypce.
Jeden z najbardziej bezpłciowych polityków w naszym kraju jakim niewątpliwie jest (był?) Donald Tusk wreszcie pokazał swoje tzw. jaja. Sam jestem zaskoczony, że wreszcie zdobył się na odwagę żeby wytknąć Kaczyńskiemu wszystkie jego błędy. Kaczyński nie istniał w dzisiejszej debacie, pozwolił się zepchnąć do głębokiej defensywy i nie potrafił powiedzieć niczego odkrywczego i druzgocącego przeciwnika (a w tym premier się lubuje, niezależnie od tego czy mówi bzdury wyssane z palca czy z innej części ciała).

Tusk trafiał szybko i celnie, a Jarosław ciągle próbował swoich standardowych zagrań w stylu “to nie my, to wy”, “to nie ja, to oni”, “to nie nasza wina, tylko wasza” itd. itp.

Nie oceniajmy tutaj poziomu merytorycznego, bo debata nie była zaplanowana w tym celu. Chodziło o pokazanie kto jest lepszy, kto potrafi się lepiej sprzedać i wynik oczywiście mógł być tylko jeden. Wygrał Tusk i chcąc nie chcąc nawet wyborcy PiSu muszą się z tym zgodzić. Ich lider w dniu dzisiejszym okazał się swoim własnym cieniem. Nawet charakterystyczne “mlaskanie” nie brzmiało tak jak zwykle – było jakieś takie… bez polotu :) .

I kiedy już wszystkie media, wszyscy zaproszeni do telewizji politycy i eksperci ogłosili, że zwycięzcą debaty został Donald Tusk okazało się, że to… nieprawda!

Po chwili “najprawdziwszą prawdę” ogłosił sam Jarosław Kaczyński, który najwyraźniej był nie tylko zawodnikiem w tym meczu, ale i sędzią. Kaczyński ochoczo ogłosił wszem i wobec, że.. “to on czuje się zwycięzcą”. I bądź tu człowieku mądry? Czy to jakiś kompleks? Czy to mania wielkości? Czy to przekonanie o swojej nieomylności? Tak… to wszystko po trochu kumuluje się w tym mały człowieku. On nie potrafi przyjąć do swojej wiadomości nic innego poza to, co sam sobie obmyśli. Trzeba pogodzić się z tym, że polski premier ma swój własny… mały świat i nie ma w nim miejsca na inne poglądy. Kaczyński sam ustala reguły gry i chociaż nawet wtedy przegrywa, to wierzy, że wygrał.
Takimi sprawami powinni zajmować się psycholodzy (a może nawet psychiatrzy). Nie ma ludzi nieomylnych, nie ma ludzi, którzy są zawsze zwycięzcami – wszyscy o tym wiemy, ale Jarosław Kaczyński w to nie wierzy. On okłamując sam siebie, przekonuje do swoich “racji” wyborców i niestety bardzo często mu się to udaje.
Co ciekawe – w wywiadzie przeprowadzonym zaraz po debacie Kaczyński postanowił zupełnie zakpić ze swojego przeciwnika i… zaczął przypisywać mu swoje własne zachowania. Przykłady? Proszę bardzo:

Donald Tusk nie jest w stanie przekroczyć swojego wymiaru, a to jest wymiar jak każdy widzi.

Czy nie wydaje Wam się, że należałoby wstawić inne nazwisko na początku zdania?
Drugi przykład:

“formułki (prezentowane przez Tuska – przyp.)… są nieustannie takie same i nijak się mają do rzeczywistości”.

Zaraz zaraz, czy to przypadkiem premier nie jest tą osobą, która żyje w swoim własnym świecie?

I na koniec:

“Rzecz polega na tym, że Donald Tusk prezentuje narrację, która w żadnej mierze nie odnosi się do rzeczywistości i to zostało mu kilkakrotnie w trakcie tej debaty powiedziane”

Czy to zdanie nie opisuje premiera Jarosława Kaczyńskiego? Chyba nawet niemowle to zrozumie.

Poznaliśmy więc sekret Jarosława Kaczyńskiego, jego recepta na zwycięstwo wyborcze. Przypisywać swoje własne (dodajmy – negatywne) cechy swoim przeciwnikom – przecież to genialne.

Do wyborów zostało jeszcze trochę czasu i nie zdziwię się jeśli dowiemy się, że “to nie PiS rządził Polską przez ostatnie 2 lata… to była opozycja i Donald Tusk”.

kaczyński kontra tusk

Żadnych komentarzy.

Zostaw odpowiedź