Wielka (z nazwy) debata…

Debata… ach ta debata… co to była za debata… taka debata, że aż… żal było tracić tę godzinę na oglądanie.
Ci, którzy nie widzieli, powinni być z siebie dumni – dobry wybór. Ci, którzy widzieli są stratni o godzinę swojego życia. Może teraz wydaje się to nieistotne, ale na starość na pewno właśnie tej godziny niektórym zabraknie. Ale dość tych smutnych kawałków, bo i tak… wszyscy umrzemy ;) .

Powiało optymizmem, że ho ho. Dość tego (optymizmu – przyp. redaktor), przejdźmy do spraw ważnych. Ważnych dla kraju, dla naszej ojcowizny, dla milionów naszych rodaków. I właśnie ta debata odegrała… zupełnie nieznaczącą rolę dla naszego państwa. Dlaczego tak się stało? Nietrudno zgadnąć… niektórzy ludzie… a tfu obrażam tutaj ludzi, a więc… niektórzy politycy są już z natury NIE-RE-FOR-MO-WALNI. Chociaż miałem nadzieję, że wreszcie będzie to rzeczowa dyskusja liderów dwóch znaczących partii, to okazało się, że wszystko było po staremu. Czyli jak?

Czyli standardowa postawa w stylu “a ja i tak wiem lepiej i mam w dupie to, co mówisz ty”. To podejście charakteryzuje obecnie rządzących, oni mają w nosie to, że nie mają racji. Dalej brną tą samą krętą, podziurawioną uliczką nie zważając na to, że znaki wskazują “jednokierunkową”. Napiszę tak, cała debata pokazała, że ludzie o zupełnie odmiennych poziomach umysłowych nie powinni się spotykać w telewizji.

Chociaż nie przepadam za panem Kwaśniewskim (powody zachowam dla siebie), to jednak uważam że nie powinien on zniżać się do takiego poziomu, aby “wykłócać” się z prawdziwym mistrzem w tej dziedzinie. Jak mówi powiedzenie “nie kłóć się z głupszym od siebie, bo sprowadzi cię do swojego poziomu i pokona doświadczeniem” i właśnie mieliśmy tego przykład. Olek nie dał się aż tak sprowokować, chociaż chyba miał ochotę powiedzieć coś w stylu “kaczora”. Ale i tak mistrz ściemy i szukania układów siał swoimi powiedzonkami jak z rękawa.

Bo przecież “wprowadzić Polskę do NATO, do Unii mógł każdy – nawet pies z kulawą nogą, nawet gajowy Mysiura, nawet Nelly Rokita, nawet ty i nawet ja”. Co za przenikliwość analizy sytuacji politycznej, bo przecież Polska ot tak sobie postanowiła wstąpić do Unii i Unia ot tak Polskę przyjęła. Inne kwiatki premiera aż chwytały za serce. “Po której stronie pan jest? Po stronie prawa czy po stronie przestępców?” – grzmiał Jarosław, powtarzając tę myśl przynajmniej dwuktrotnie – tak aby ci mniej rozgarnięci wyborcy mogli zapamiętać. Kaczyński nie dał sobie wmówić, że obecny rozwój gospodarczy nie został wypracowany w ciągu ostatnich 2 lat, bo wiadomo wszem i wobec, że cykl koniunkturalny to jest to samo co cykl menstruacyjny. Jarek wie, bo pytał się EKONOMISTÓW! Jak słusznie zauważył Kwachu “premier formułuje tezę, w którą wierzy, a potem ją udowadnia”. Trzeba być naprawdę ślepym, żeby tego nie zauważyć. Kaczyński gdyby musiał, to wmówiłby np. ślepemu, że widzi.

Wspomnę jeszcze na koniec o jednej rzeczy, o tym jak Kaczyński formułuje zdania. Jeśli już uda mu się powiedzieć coś co może znaleźć poklask wśród najbardziej podatnej na manipulację grupy społecznej, to powtarza to “conajmniej” dwa razy. Jeśli jeszcze kiedyś będziecie mieli ochotę słuchać jego wystąpień, zwróćcie na to uwagę. Dwa razy: jeden raz żeby przykuć uwagę i drugi raz, żeby zrozumieć całe zdanie. To takie proste… wystarczy powtórzyć dwa razy dowolną bzdurę i już masz 35% głosów.

Dwa razy… dwa lata… dwóch braci… już wystarczy…

Poniższy obrazek przedstawia mniej-więcej merytoryczną część debaty :)
debata kaczyński kwaśniewski

Żadnych komentarzy.

Zostaw odpowiedź